wtorek, 9 listopada 2010

Torcik morelowy.

Rzadko myślimy o tym, co mamy, lecz zawsze o tym, czego nam brak.
A. Schopenhauer


Żył kiedyś pewien znany mędrzec, który mieszkał na szczycie góry w Himalajach. Zmęczony ludźmi wybrał proste życie i spędzał większość czasu, medytując.   Jego sława sięgała tak daleko, że różni ludzie gotowi byli iść wąskimi ścieżkami, wspinać się na strome góry i przepływać rzeki, by spotkać się ze świętym człowiekiem, który, jak niosła wieść, potrafił rozwiązać każdy kłopot. Mędrzec, którego wypełniało współczucie, dawał rady tu i tam, ale starał się spławiać niechcianych odwiedzających. Mimo to zjawiali się oni w dużych grupach. Raz dziennie do jego drzwi pukał tłum. Ludzie mówili, że w miejscowych gazetach ukazały się wspaniałe historie na jego temat. Wszyscy byli pewni, że mędrzec wie, jak pokonać trudności, które zaistniały w ich życiu.   Mędrzec nic nie powiedział, poprosił ludzi, by usiedli i poczekali. Minęły trzy dni i pojawiło się jeszcze więcej ludzi. Kiedy nie było już miejsca dla nikogo więcej, mędrzec zwrócił się do ludzi, którzy stali przed jego drzwiami.
 - Dziś dam odpowiedź wszystkim, którzy tego pragną. Ale, jeśli chcecie, bym rozwiązał wasze problemy, musicie mi coś obiecać: nie mówcie nowym pielgrzymom, że tu zamieszkałem. 
Mężczyźni i kobiety złożyli świętą przysięgę. Obiecali, że, jeśli mędrzec spełni ich prośbę, nie pozwolą, by nowi pielgrzymi wspięli się na górę.
 - Opowiedzcie mi o swoich problemach – powiedział mędrzec.   
Ktoś zaczął mówić, ale wkrótce przerwali mu inni. Ludzie wiedzieli, że to ostatnie spotkanie ze świętym mędrcem i bali się, że mędrzec nie zdąży  ich wszystkich wysłuchać. Kilka minut później zrobiło się zamieszanie. Ludzie przekrzykiwali się nawzajem, niektórzy płakali, mężczyźni i kobiety darli sobie włosy z głowy w desperacji, ponieważ hałas zagłuszał wszystko. Mędrzec pozwolił, by ta sytuacja trwała jeszcze trochę, a potem krzyknął:
 - Cisza!
Tłum natychmiast ucichł.
 - Zapiszcie swoje problemy na kartkach i połóżcie je przede mną – powiedział.   
Kiedy obecni skończyli, mędrzec wymieszał wszystkie kartki w koszu, a potem powiedział:
 - Podawajcie sobie ten kosz. Każdy z was weźmie kartkę i przeczyta to, co jest na niej napisane. Wtedy zdecydujecie, czy chcecie zatrzymać swoje problemy, czy też zająć się tymi, które dostaliście.     
Każda z osób wyciągnęła kartkę, przeczytała ją i poczuła przerażenie. Ludzie doszli do wniosku, że ich problemy, nawet, jeśli wydawały się straszne, nie były aż tak poważne jak zmartwienia sąsiadów. Dwie godziny później wymienili między sobą kartki. Każdy z obecnych schował do kieszeni  kartkę ze swoimi problemami z uczuciem ulgi, że jego zmartwienie nie jest jednak tak ciężkie, jak myślał. Ludzie zeszli z góry, wdzięczni za tę lekcję. Każdy z nich czuł się teraz szczęśliwszy i zamierzał dotrzymać złożonej obietnicy: nie pozwoli, by ktokolwiek zakłócił spokój świętego mędrca. 
P. Coelho „ Problemy innych ludzi”

Usłyszałam:
 - odpuść sobie, nie oczekuj.
Zabrałam  swoją karteczkę, wróciłam ....
Zrobiłam torcik ;-) 

Torcik morelowy.
(zainspirowany przepisem Marry Berry „Desery”)
Ciasto
120 g zmielonych migdałów
260 g mąki
200 g cukru
175 g masła
1 jajo
3 łyżki kakao
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka skórki startej z cytryny
szczypta soli

Nadzienie
300 g suszonych moreli
250 ml soku pomarańczowego
1 łyżka cukru
Morele włożyć do rondla, zalać sokiem, wsypać cukier i podgrzewać ok 30 min. Morele powinny zmięknąć i prawie całkowicie wsiąknąć sok. Przestudzić i zmiksować na jednolitą masę. 
Składniki na ciasto umieścić w misce i dokładnie połączyć jak kruche ciasto. Połową ciasta wylepić dno i boki okrągłej foremki do pieczenia o średnicy 24 cm. Na ciasto wyłożyć masę morelową. Resztę ciasta rozwałkować i pokroić na paski o szerokości 1 cm. Ułożyć w kratkę na masie morelowej. Piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni ok. 30 min. Po upieczeniu oprószyć cukrem pudrem.



sobota, 6 listopada 2010

Krajanka owsiana z suszonymi śliwkami.

Wydaje się nam, że przeszłość jest naszą własnością. 
Otóż przeciwnie – to my jesteśmy jej własnością,
ponieważ nie jesteśmy w stanie dokonać w niej zmian,
ona natomiast wypełnia całość naszego istnienia.
Leszek Kołakowski


Wiatr nieznośnie wieje. Jesień znowu deszczowa i mglista. Ciśnienie skacze. Wieczory tak długie, że zdają się mieć swój początek w porze obiadowej. Nie ma się gdzie schować. A może by tak przenieść się w czasie. Chyba nic bardziej nie zapewnia takiej podróży niż smaki i zapachy. Szczególnie te, które są proste i oczywiste, zapamiętane z czasów błogiej beztroski. Tym bardziej, że jesienna aura bardzo sprzyja takim właśnie wyprawom.
Myślę, że każdy z nas ma takie przepisy na ciasta, które zawsze się udają. Nosimy je w głowie i kiedy mamy ochotę na coś słodkiego to one pierwsze pukają. Nie tak dawno kolejny dołączył do mojej listy. Krajanka owsiana, jedno z najpyszniejszych i najbardziej prostych ciast. Dla mnie, miłośnika ciast kruchych, owocowych, to klasyk sam w sobie. Łatwe i mało pracochłonne. Takie do jedzenia prosto z blaszki, chrupania przy okazji. Doskonałe z jeżynami, malinami, jagodami i ... suszonymi śliwkami. Dodatkowo, kiedy zmieszałam płatki z cukrem i masłem i spróbowałam ( bo przecież zawsze trzeba spróbować co się namieszało) uderzył mnie smak, który zapamiętałam z czasów bardzo dziecięcych. Wtedy słodycze były trudno dostępne, natomiast Babcia robiła karmelowe lizaki i mieszankę płatków z masłem, cukrem i cytryną czasem dodawała kakao lub cynamon. Piękne czasy, proste i beztroskie. Jestem sentymentalna? Tak, bardzo, może za bardzo. Zawsze jedną nogą tkwię gdzieś w przeszłości. 
Ciekawa jestem jaki smak z dzieciństwa najbardziej utkwił w Twojej pamięci.
Pozdrawiam.

Krajanka owsiana z suszonymi śliwkami
( przepis z blogu Ani, lekko zmieniony)
200 g mąki
230 g płatków owsianych błyskawicznych
250 g masła
130 g drobnego cukru trzcinowego
100 g orzechów włoskich, posiekanych
½ łyżeczki cynamonu 
szczypta soli
łyżeczka soku z cytryny
skórka starta z cytryny.
400 g śliwek suszonych
100 ml czerwonego wina
Śliwki pokroić na mniejsze części i zalać winem, pozostawić min. na godzinę (im dłużej tym lepiej)
Mąką, płatki owsiane, cukier, cytrynę, sól i cynamon wymieszać. Dodać zimne masło pokrojone i siekać  całość nożem, aż ciasto nabierze struktury kruszonki (powstaną sypkie grudki). Następnie dodać do kruszonki posiekane orzechy i połączyć  całość.
Formę o wymiarach 24x24 wyłożyć papierem do pieczenia. 3/4 ciasta wyłożyć na spód i ugnieść, na ciasto ułożyć śliwki. Posypać  resztką ciasta jak kruszonką.
Ciasto piec ok 40-45 minut w 190 st. C. Kroić ostrym nożem na kwadraty lub prostokąty. Jest bardzo pyszne i kruche.
Aniu bardzo  dziękuję za przepis i pozdrawiam.


środa, 3 listopada 2010

Czekolada z pieprzem czarnym i cayenne.

Prawdziwa siła zrozumienia polega na niedopuszczeniu do tego, by coś, czego nie wiemy, krępowało to, co wiemy.
R.W. Emerson

Czasem przychodzą noce nieznośnie bezsenne. Ręka nie potrafi nakreślić kilku słów. Stos książek jak, apteczka pierwszej pomocy. Szukam odpowiedzi... Jednak wzrok kilkanaście minut na jednej stronie. Jakoś nie poruszają mnie dziś losy tych, którzy zmienili wszystko w swoim życiu. Myśli uciekają...
No cóż trwanie w rzeczywistości ostatnio mi doskwiera.
Prawda jest niebezpieczna, podobnie jak tlen, kiedy otrzymamy jej zbyt wiele, możemy się rozchorować. Może najlepiej byłoby wyjść, trzasnąć drzwiami. Tylko ja nie jestem dobra w wychodzeniu. Zastanawiam się co się dzieje za drzwiami i czy przypadkiem Komuś nie przytrzasnęłam palców.
Szarą nitką łączę szare dni. Nawlekam wszystko to, co sprawia mi radość, by się nie rozsypało. By nie zapomnieć. Wąchanie i smakowanie, słuchanie i przyglądanie się życiu, układanie słów w całość i obrazów jak puzzle. Sporo tego jest, tylko trzeba pamiętać, nosić przy sobie jak naszyjnik z jarzębiny.
Rano...
Słońce prześlizguje się przez żaluzje. Sprawdza czy wszystko w porządku. Może zostanie na dłużej.
A ja ratuję się czekoladą, dzisiaj ciemną, delikatnie ostrą i do tego... muzyka. 


Czekolada z pieprzem czarnym i cayenne
( porcja dla jednej osoby)
100 ml mleka skondensowanego niesłodzonego
50 g czekolady gorzkiej min 60 %
maleńka łyżeczka cukru wanilinowego 
maleńka łyżeczka cukru trzcinowego jasnego
ziarenko pieprzu
szczypta cayenne
Mleko, połamaną czekoladę, cukry oraz ziarenko pieprzu umieścić w niewielkim garnuszku i delikatnie podgrzewać, do rozpuszczenia się czekolady. Starać się by mleka nie zagotować. Wyjąć ziarenko pieprzu i zmiksować mleko z czekoladą blenderem do całkowitego połączenia. Przelać do ogrzanej filiżanki. Można udekorować pianką z mleka i posypać ostrożnie cayenne. Mmmm... pyszne.
Uwaga!
To nie jest środek nasenny, ta czekolada zdecydowanie pobudza do życia. Podwyższa poziom neuroprzekaźników: serotoniny i endorfin;-D
To są chwile, w których niczego więcej nie potrzeba, niczego nie brakuje. No właściwie tego najważniejszego, przyjaznej dłoni.


niedziela, 31 października 2010

Gruszki nadziewane.

Ostrożnie z sercem na dłoni; niektórzy mogą je uważać za poduszeczkę do wbijania szpilek.
Jim Morrison

Gruszki i ser pleśniowy to para niemal doskonała. Miłość od pierwszego ... posmakowania. Kiedyś tego nie doceniałam. Sam ser dla wielu jest niejadalny, jednak warto się do niego przekonać, jak do gorzkiej czekolady.  W tartach, sałatkach. Dzisiaj proponuję w wersji najprostszej. Na ciepłą przekąskę, lekkie danie.

Gruszki z serem pleśniowym.
2 gruszki
100 g sera pleśniowego
łyżeczka miodu
łyżeczka soku z cytryny
4- 5 orzechów włoskich
łyżka oliwy
Gruszki umyć przekroić na pół, wydrążyć tak, by powstało wgłębienie. Ułożyć w żaroodpornym naczyniu. Ser pokruszyć na małe cząstki, orzechy posiekać,  połączyć z miodem, sokiem z cytryny i oliwą. Napełnić  gruszki i zapiec ok 20 min w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

piątek, 29 października 2010

Nie całkiem na temat.

Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, 
ale i za te, które w innych budzi.
S. Wyszyński

Zadzwonił. Powiedział:
-  Jesteś smutna.( skąd wie) A masz jeszcze wokół siebie drzewo z ładnymi liśćmi? To sobie na nie popatrz. Czasem pomaga.

Choć dni są coraz krótsze w południe jest jeszcze ciepło. Choć palce marzną łapię jesienne promyki słońca prześlizgujące się pomiędzy liśćmi. Kolekcjonuję je, zbieram, żeby później łatwiej było przetrwać. 
I czytam historię pewnego ołówka.
"Chłopiec patrzył, jak babcia pisze list. W pewnej chwili zapytał:
- Piszesz o tym co ci się przydarzyło? A może o mnie?
Babcia przerwała pisanie, uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- To prawda, piszę o tobie, ale ważniejsze od tego, co piszę, jest ołówek, którym piszę. Chcę ci go dać, gdy dorośniesz.
Chłopiec z zaciekawieniem spojrzał na ołówek, ale nie zauważył w nim nic szczególnego.
- Przecież on niczym się nie różni od innych ołówków, które widziałem!
- Wszystko zależy od tego, jak na niego spojrzysz. Wiąże się z nim pięć ważnych cech i jeśli je będziesz odpowiednio pielęgnował, zawsze będziesz żył w zgodzie ze światem.
Pierwsza cech: możesz dokonać wielkich rzeczy, ale nigdy nie zapominaj, że istnieje dłoń, która kieruje twoimi krokami. Ta dłoń to Bóg i to On prowadzi cię zgodnie ze swoją wolą.
Druga cecha: czasem muszę przerwać pisanie i użyć temperówki. Ołówek trochę z tego powodu ucierpi, ale potem będzie miał ostrzejszą końcówkę. Dlatego naucz się znosić cierpienie, bo dzięki niemu wyrośniesz na dobrego człowieka.
Trzecia cecha: używając ołówka, zawsze możemy poprawić błąd za pomocą gumki. Zapamiętaj, poprawianie nie jest niczym złym, przeciwnie, jest bardzo ważne, bo gwarantuje uczciwe postępowanie.
Czwarta cecha: w ołówku nieważna jest drewniana otoczka, ale grafit w środku. Dlatego zawsze wsłuchuj się w to, co dzieje się w tobie.
Wreszcie piąta cecha: ołówek zawsze pozostawia ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz".
 "Być jak płynąca rzeka" Paulo Coelho





A przepis? Będzie jutro...

środa, 27 października 2010

Ciasto czekoladowe z nutą kawy.

Powiedzieć, co się myśli, jest czasem największym szaleństwem, 
a czasem najwyższą sztuką.
Eschenbach

Chłodne dni zachęcają do pieczenia, otulania się kojącymi smakami. Ciasto czekoladowe, wilgotne, najlepiej jeszcze ciepłe to coś, co uwielbiam. Bardzo, bardzo czekoladowa przyjemność. Polecam, nie tylko na zimne dni. Późnym  wieczorem okrywam się kocem i zjadam ukradkiem kawałek ciasta, palcami, do ostatniego okruszka. Popijam mlekiem. I znów mam 8 lat... 

Ciasto czekoladowe.
( przepisałam kiedyś z gazety, w oryginale z dodatkiem oleju, ja jednak wolę z roztopionym masłem)
2 szkl mąki
¾ szkl kakao
łyżka sody
łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki soli
1 ½   szklanki cukru (może być mieszanka białego i brązowego)
100 g masła stopionego i lekko przestudzonego
szkl maślanki
2 jaja
szklanka świeżo zaparzonej gorącej kawy
Tortownicę 26 cm wysmarować masłem i posypać mąką. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
W jednaj misce połączyć wszystkie suche składniki, w drugiej mokre, prócz kawy. Do suchych składników wlać mokre, wymieszać. Następnie dodać kawę i wszystko dokładnie połączyć. Ciasto jest dosyć płynne. Wyłożyć do tortownicy i piec ok 40 min. Najlepiej sprawdzić patyczkiem środek.
Po upieczeniu posypać cukrem pudrem lub polać roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą. Można udekorować wiórkami białej czekolady.
Następnego dnia jest równie dobre. Polecam.


poniedziałek, 25 października 2010

Naleśniki meksykańskie.

Prawdą jest to, co wytrzyma próbę doświadczenia.
Einstein


Wyjeżdżałam, zostawiłam kawałek siebie, wróciłam znów lżejsza o cząstkę.
Są osoby które są i przemijają.
Są osoby w naszym życiu, które pozostają na zawsze, nawet jeżeli są daleko.
W strugach deszczu przejeżdżam przez miasto. Patrzę na ludzi zamyślonych, czekających na zielone światło i tych przemykających chodnikami. Jakby chcieli przejść pomiędzy kroplami. Ręce wciskają głęboko w kieszenie. Zimno. Zastanawiam się kto z  nich pozostawił tę najważniejszą część siebie i komu. Gdzie uciekają ich myśli. Czy tęsknią...
Powrót do rzeczywistości po dłuższej nieobecności to  potrzeba zjedzenia czegoś domowego, napełnienia domu zapachem. To delektowanie się domową chałką z masłem i naleśnikami. 

Naleśniki meksykańskie.
2 jaja
½ szkl mleka
½ szkl wody
2 łyżki oleju
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g mąki pszennej 
½ łyżeczki  soli
Jaja wymieszać, dodać wodę i mleko, również wymieszać. Dodać resztę składników i mieszać aż składniki dokładnie się połączą. Ciasto pozostawić na ok ½ godz. Po tym czasie sprawdzić gęstość, ciasto powinno być lejące ( czasem trzeba dolać jeszcze odrobinę wody).
Smażyć kolejno naleśniki.
Nadzienie
500 g filetu z udźca kurczaka
puszka czerwonej fasoli
czerwona cebula
ząbek czosnku
strąk czerwonej papryki
½ sałaty lodowej
olej do smażenia 
sól, pieprz, chili lub ostra papryka  do smaku.
Na patelni rozgrzać olej, pokrojoną w kostkę cebulę, rozgnieciony czosnek oraz pokrojone mięso. Smażyć, mieszając ok 15 min. Fasolę dokładnie odsączyć z zalewy, dodać do mięsa i całość przyprawić do smaku. Paprykę i sałatę pokroić w paski. Naleśniki składać na pół i jeszcze raz na pół, tak by powstała kieszonka w formie trójkąta. Nadziewać warstwami. Najpierw mięso, później papryka i na końcu sałata. Można ozdobić łyżeczką majonezu lub ulubionym sosem.