czwartek, 30 grudnia 2010

Sałatka z awokado, łososiem i granatem.

Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.
Mahatma Gandhi

Ja naprawdę nie lubię sylwestra. I nie potrafię powiedzieć co mogłoby to zmienić.
No cóż w tym roku rachunek strat i zysków wyszedł wyjątkowo niekorzystnie.  Zbyt dużo łez, zbyt dużo niepotrzebnych słów...  zbyt dużo włosów, które wypadły. Zdecydowanie za mało zadowolenia z samej siebie.
Niestety tak też bywa.
Postanowiłam ( zresztą już nie pierwszy raz ;-) wprowadzić w  życie 7 nawyków, które nie ja wymyśliłam a Stephen R Covey.  Są bardzo przydatne, może pomogą, polecam ;-)
A więc ... gdyby zdanie można zaczynać od kropki, a życie od końca...
1.Zajmuj się tylko tym, na co masz wpływ. Szukaj w każdym problemie, który napotykasz czegoś, na co masz wpływ i skoncentruj się tylko na tym.
2.Bierz pod uwagę konsekwencje tego co robisz. Oczywiście nie wszystko można przewidzieć, ale warto najpierw trochę pomyśleć co się chce osiągnąć i czy dane działanie ma sens. Jeżeli zaczynasz działać ustal, co chcesz osiągnąć.
3. Najpierw rób to co ważniejsze.  Niezwykle istotne jest określenie co jest najważniejsze dla nas, a później ułożenie sobie życia w taki sposób, aby to rzeczy ważniejsze miały priorytet przed pilnymi. Inaczej można przegapić kawał życia;-(
4.Dąż do rozwiązań typu wygrana-wygrana albo się wycofaj. We wszystkich dziedzinach życia – w miłości, w pracy, w relacjach z przyjaciółmi, itd. To  chwila zastanowienia, czego może oczekiwać druga strona, jak można razem dojść do najlepszego rozwiązania, tak aby obie strony były zadowolone.
5.Najpierw spróbuj zrozumieć drugą osobę, dopiero później staraj się być zrozumianym,  bo przecież każdy z czymś walczy i każdy ma jakiś problem i... często patrzy na świat przez pryzmat tego czegoś.
6. Współpracuj z ludźmi zamiast robić coś w pojedynkę.  W myśl zasady „1+1=3″. To szczera i oparta na szacunku współpraca z innymi.
7. Bądź dla siebie dobra/dobry. Dbaj o swoje zdrowie, swoje relacje z innymi, stale przypominaj sobie jakie są Twoje wartości i cele,  nie pozwalaj osłabnąć intelektowi.
Wiem !!!! Napisać łatwo,  hm...  wdrożyć – dużo trudniej. 

Do szampana lub białego wytrawnego wina proponuję sałatkę. Przepis pochodzi z drugiej książki, znalezionej pod choinką:-)
Pasja pokoleń. 100 lat kuchni rodziny Manów”. To nie jest typowa książka kucharska. To coś pomiędzy pamiętnikiem, albumem rodzinnym a zbiorem przepisów i pięknych fotografii. Ja jestem zauroczona jej innością.

Sałatka z awokado, łososiem i granatem.
200 g wędzonego łososia
1 granat
1 awokado
125 g mozzarelli
sok z 1 cytryny
3 łyżki oliwy
sól. pieprz
kilka gałązek koperku
Sok z cytryny, oliwę, sól, pieprz, połączyć razem w miseczce.
Owoc granatu obrać ze skórki i delikatnie wybrać ziarenka.Miąższ awokado oraz ser pokroić w kostkę, łososia w paseczki. Wszystkie składniki sałatki przełożyć do miski polać przygotowanym wcześniej sosem i delikatnie wymieszać. Posypać posiekanym koperkiem. Podawać z pieczywem i szampanem.
Pozdrawiam i życzę Dosiego Roku ;-D


poniedziałek, 27 grudnia 2010

Schab nadziewany.

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, 
a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.
Richard Paul Evans „Stokrotki w śniegu”

Ile naprawdę trafionych prezentów podarowaliśmy w życiu?
Ile otrzymaliśmy?
Czasem potrzeba wysiłku by poznać co Komuś sprawiłoby radość, czego potrzebuje.
Przecież czasem sami tego nie wiemy.
Zostałam obdarowana książkami. 
Czy zastanawiacie się czasem, jak wyglądałby świat, gdybyśmy nagle zniknęli. Gdybyśmy wyszli z domu i więcej nie wrócili...
Co by po nas zostało, kto by nas wspominał i jak?
„ Stokrotki w śniegu”* to książka, która nie pozwoliła mi spać w świąteczną noc. Bohater ginie w wypadku, tak przynajmniej wszystkim się wydawało. On sam dowiaduje się o tym z gazet. Pomyłkę wyjaśniono jednak popełniony przez dziennikarzy błąd ucieszył niemal wszystkich jego znajomych. I w sumie nic dziwnego. Nie był najlepszym przyjacielem, skrzywdził wiele osób.
Czy można dostać drugą szansę i rozpocząć wszystko od nowa?
Wynagrodzić popełnione krzywdy?
Przebaczyć innym i sobie?
Z pozoru wzruszająca opowieść o sile miłości i nadziei.  Wciągająca lektura, która daje wiele do myślenia. Ja przeczytałam ją jednym tchem i poczułam żal, że zbyt szybko skończyłam. Niektóre książki są zbyt krótkie . Jednak  mam kilka postanowień na Nowy Rok ;-)
Ale o tym następnym razem.

Polecam dzisiaj schab nadziewany.
( najlepiej przygotować ten schab dzień wcześniej)
1 kg schabu bez kości 
4 frankfurterki
cebula 
2 łyżeczki musztardy sarepskiej 
sól, pieprz, kminek mielony
ząbek czosnku
olej do smażenia
Długim, ostrym nożem naciąć po dwa otwory w schabie z dwóch stron. W nacięcia wepchnąć frankfurterki. W garnku rozgrzać olej, wrzucić pokrojoną w kostkę cebulę, ułożyć na niej mięso i opiec z każdej strony. Mięso wyjąć i natrzeć musztardą posypać solą. Włożyć znów do garnka, wlać ok ½ szkl wody, przykryć pokrywką i dusić na małym ogniu ok.  godziny, co jakiś czas przewracając mięso. Po tym czasie posypać schab kminkiem, pieprzem, wrzucić rozgnieciony ząbek czosnku podlać wodą i dusić jeszcze ok godziny. Po tym czasie najlepiej mięso pozostawić do całkowitego wystygnięcia. Kroić plastry. Jeżeli chcemy mięso podać  jako danie obiadowe, możemy wykorzystać  pyszny sos, który powstaje podczas duszenie.

*Stokrotki w śniegu
Richard Paul Evans
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Znak







środa, 22 grudnia 2010

Najprostsze ciasteczka maślane.

"To właśnie tego wieczoru, 
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy 
Bóg się rodzi w człowieku"
E. Waśniowska


Niech magiczna noc wigilijnego wieczoru 
przyniesie  wszystkim spokój i radość. 
Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia żyje własnym pięknem, 
a Nowy Rok obdaruje pomyślnością i szczęściem. 
Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia, 
niech spełniają się wszystkie marzenia,
te łatwe i trudne do spełnienia.


A dla tych, którzy mają już dosyć piernikowego szaleństwa;-)
Najprostsze ciasteczka maślane
100 g cukru pudru
cukier wanilinowy
200 g masła
300 g mąki
3 żółtka
2 łyżki śmietany
szczypta soli
Mąkę wsypać do miski i wymieszać z cukrem, waniliną, solą. Dodać masło, żółtka i śmietanę, siekając nożem połączyć wszystkie składniki. Szybko zagnieść ciasto. Owinąć w folię i włożyć do lodówki na godzinę. Następnie rozwałkować na posypanej mąką stolnicy i wycinać ciasteczka. Układać na posypanej mąką blaszce, smarować białkiem i ozdobić orzechami lub migdałami. Piec w temperaturze 180 stopni, ok 10 min.
Pyszne, smakują jak kruszonka !!!

niedziela, 19 grudnia 2010

Christollen - saksońskie ciasto świąteczne.

Jeżeli jest coś, czego można zawsze pragnąć i niekiedy osiągnąć, to jest tym ludzka czułość.
Albert Camus


Czas Świąt Bożego Narodzenia sprawia, że tęsknie mocniej za wszystkimi, których kocham. Za Tymi, z którymi nie mogę być, za Tymi, którzy są bardzo daleko, za Tymi których już nie ma...    
Wszyscy są bardziej obecni w moich myślach i sercu.  Mam wielką ochotę dzielić się z nimi zapachami, smakami, wydarzeniami, niepewnością i radością, którą czuję.

Christollen -  saksońskie ciasto świąteczne, nazywane również stollen. Niezbyt ciężkie, bo drożdżowe, bardzo maślane, pełne bakalii moczonych w rumie . W cieście są rodzynki, przez co staje się naprawdę pyszne, odpowiednio wilgotne i słodkie. Przechowuje się tak jak piernik - szczelnie owinięte w folię. Im dłużej dojrzewa, tym lepsze.

Christollen
Wykorzystałam przepis Annette Wolter z książki "Pieczenie ciast przyjemne jak nigdy dotąd"
Upiekłam dokładnie w/g przepisu, niczego nie zmieniając. Polecam.
( składniki na 2 sztuki)
1 kg mąki
100 g drożdży
11/2 szkl mleka
100 g cukru
2 jaja
cukier wanilinowy
skorka otarta z cytryny
½ łyżeczki soli

400 g masła 
200 g mąki
300 g rodzynków
100 g posiekanych migdałów
50 g kandyzowanej skórki cytrynowej
50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
kieliszek rumu

Po upieczeniu
100 g cukry pudru
100 g stopionego masła
Rodzynki sparzyć, odsączyć i zalać rumem.
Kilogram mąki wsypać do miski, zrobić dołek, wkruszyć drożdże, zasypać łyżką cukru,  zalać mlekiem i zamieszać z odrobiną mąki. Pozostawiam na 10- 15  min. Jaja utrzeć z resztą cukru, cukrem wanilinowym, skórką z cytryny i solą na puszystą masę. Dodać do mąki z rozczynem i dokładnie wyrobić. Odstawić do wyrośnięcia na ok 40 min.
400 g masła wyrobić z 200 g mąki i połączyć z ciastem drożdżowym. Znów pozostawić do wyrastania na ok 40 min. Następnie dodać do ciasta bakalie, pozostawić na 30 min.Podzielić ciasto na dwie części, uformować wałek, spłaszczyć i złożyć na pół wzdłuż dłuższych brzegów, jak książkę. Pozostawić by wyraźnie podrosło i piec ok 1 h. w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Po upieczeniu posmarować roztopionym masłem i mocno posypać cukrem pudrem. Wystudzone zawinąć w folię. Ciasto bardzo dobrze się przechowuje. Po tygodniu lub dwóch jest jeszcze lepsze. Gorąco polecam.



środa, 15 grudnia 2010

Krajanka miodowa.

Każdy ma to, na czym mu najmniej zależy, a los daje jednemu to, czego drugi pragnie najgoręcej.
Jerome K. Jerome


Mroźne  powietrze szczypie w nos, uchylam frontowe drzwi i chwilę zastanawiam się, czy wyjść, może jednak nie... 
Święta to czas charakterystycznych smaków i zapachów. To czas dań, które smakują wyjątkowo, bo  niosą ze sobą bagaż wspomnień. Przypominają Osoby, które przygotowywały je dla nas, najlepiej na świecie. 
U mnie znów zapachniało miodem i przyprawami. Lubię oczekiwanie na Święta, przygotowanie. Czas rorat , refleksji i  zmęczenia. To nie udawanie, że już są.
Każdego roku gdy przypominam sobie stare świąteczne przepisy, zadziwia mnie to,  że są tak proste i oczywiste. Kilka składników, prostota.

Polecam jeden ze starych świątecznych przepisów, takich który przetrwał. Jest to bardzo aromatyczna krajanka miodowa. Można ją upiec kilka dni przed świętami i zawinąć w ściereczkę. W przepisie nie ma tłuszczu i to nie jest błąd.

Krajanka miodowa
400 g mąki
½ szkl cukru
½ szkl miodu
1 jajo
1 łyżeczka sody rozpuszczonej w 2 łyżkach wody
2 łyżeczki przyprawy do piernika
szczypta soli

250 g nadzienia
marmolada + bakalie
( orzechy, rodzynki, skórka pomarańczowa, figi)

Miód i cukier rozpuścić, zagotować. Gorącą mieszanką zalać mąkę, wymieszać, dodać jajo sodę, przyprawę do piernika, sól i dokładnie połączyć wszystkie składniki. Powstanie bardzo plastyczne ciasto, które należy podzielić na pół i rozwałkować na dwa kwadraty o boku ok 24 cm. Jeden z kwadratów ułożyć na blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia i posmarować nadzieniem. Nakryć drugim kwadratem, lekko docisnąć. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, ok 30 min. Po przestudzeniu można polać czekoladą lub lukrem z cytryny i cukru pudru. Krajać w kwadraciki.


niedziela, 12 grudnia 2010

Pierniczki nadziewane.

"Są słowa, bez których nie potrafimy żyć, takie jak miłość, sprawiedliwość i dobroć. Dajemy się im zwieść, potem się do nich rozczarowujemy tylko po to, żeby wierzyć w nie jeszcze bardziej." 
Elias Canetti


Dni mijają niepostrzeżenie. Wczoraj wydawało mi się, że jest początek grudnia, dzisiaj prawie połowa... To trudny czas. Nie lubię końca roku, nie lubię krótkich dni, braku światła, zimna... sylwestra. Może jedynie Święta wnoszą trochę radości. Wieczorem owijam się kocem. Przeczekać. Jednak piekę pierniczki.

Pierniczki nadziewane
( ok 130 szt. wycinanych literatką)
500 g cukru
2 szklanki esencji z herbaty
50 g kakao
10 g goździków zmielonych ( można dodać przyprawę do pierników)
10 g cynamonu
700 g miodu sztucznego
100 g margaryny 100 g łoju
( można dać  margarynę z masłem)
20 g sody ( łyżka)
2 kg mąki 
2 jaja
szczypta soli
Nadzienie:
marmolada twarda
orzechy włoskie
skórka pomarańczy ew. rodzynki

200 g cukru zrumienić na karmel, zalać esencją z herbaty, dodać przyprawy, kakao, miód, 300 g cukru i tłuszcz. zagotować i ostudzić. Dodać sodę rozpuszczoną  w ¼ szklanki  wody, wbić jaja, dodać  mąkę wymieszać. Ciasto przypomina plastelinę. Na tym  etapie można je pozostawić do następnego dnia. Następnie rozwałkować na prostokąt ok. 0,5 cm. grubości. Podzielić go na pół, zwilżyć wodą, na jednej z połówek zaznaczyć delikatnie  kółka literatką ( nie przecinać do końca) , na każdym kółku ułożyć kawałek marmolady, orzech i kawałek skórki pomarańczy. Przykryć drugą połówką docisnąć i wycinać tak by wypukłości były w środku ;-D
200 stopni 10 min. ( nie dłużej, nawet leżeli będzie kusiło)
Po wystudzeniu zamknąć w szczelnym naczyniu. Można polukrować lub polać czekoladą.


poniedziałek, 6 grudnia 2010

Mus jabłkowo - bananowy z miodem.

Problemy zaczynają się
z wbitą w pamięć drzazgą.
Ewa Lipska


Spotykamy na swojej drodze tysiące ludzi. Czasem nasze drogi krzyżują się  na moment, po czym rozchodzą się. Nieliczni zostają na dłużej i chcą iść naszymi trasami. Są jednak i tacy, których chciałoby się zatrzymać. Ale oni idą dalej.
Czasem ludzie spotkani przypadkowo na naszej drodze, zmieniają codzienność w szczęście, budzą nadzieję. Dzięki nim uczymy się jak żyć. szkolimy się w empatii, zdajemy egzaminy z dojrzałości. Przyjaciele, Bliskie Osoby, Bratnie Dusze. I nagle trach
Zawód spowodowany czynem przyjaciela boli po stokroć mocniej. To prawda.
Tym bardziej jeżeli czujemy się upokorzeni.
Przecież powierzyliśmy Komuś część siebie... Czy to było szczere, czy to przyjaźń. Czy w ogóle warto.
Przyjaciele nie zawodzą, tylko czasem obarczamy ich zbyt dużymi oczekiwaniami. A może jest tak, że nie zawiódł i jego postępowanie było właściwe, tylko nie potrafimy tego dostrzec? 
Wybaczyć, zapomnieć, zaufać ponownie. 
Można wybaczyć przyjacielowi, który zrobił nam jakąś krzywdę przez nieuwagę, bez złych intencji i można zaufać mu ponownie - ale też można nie łączyć tych dwóch rzeczy. To wszystko zależy też od sytuacji. Pewne rzeczy dotykają nas bardzie inne mniej.Wybaczyć łatwo. Zapomnieć trudniej. Trzeba czasu, by pewne obrazy w głowie wyblakły, pewne sprawy zostaną zapomniane, inne zostaną na zawsze. 
Zaufać ponownie – bardzo trudno.
A z drugiej strony aby mieć przyjaciela trzeba zaufać.  Czy warto zatem próbować i narażać się na kolejne rozczarowania? 
Warto. Bo przyjaźń to czysta magia. Choć czasem drzazga tkwi...

Mus jabłkowy
500 g jabłek
2 banany
sok z ½ cytryny
cukier wanilinowy
2 łyżki miodu
łyżeczka masła
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na cząstki. Banany obrać i pokroić na plasterki, polać sokiem z cytryny. Owoce włożyć do garnka, dodać cukier wanilinowy, 50 ml. wody i gotować na bardzo małym ogniu ok.25 minut. Następnie do owoców dodajemy miód oraz masło i dokładnie miksujemy aby otrzymać delikatny mus.
Mus podawać ostudzony, jako deser.

Można również przygotować doskonałe 
Naleśniki z musem i prażonymi orzechami
Naleśniki wg. przepisu, który znajduje się tutaj, napełnić łyżką musu, zwinąć jak sakiewki i spiąć wykałaczką. Ułożyć w naczyniu do zapiekania lekko natłuszczonym masłem. Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Sakiewki zapiekać 10 min. Następnie wyłożyć na talerze, posypać orzechami i otoczyć cienką nitką jasnego karmelu.

Karmel 
Jest wiele sposobów na zrobienie karmelu. Ja jednak proponuję taki już wypróbowany od lat. 
½ szkl ciepłej wody 
½ szkl cukru 
Cukier rozpuścić w wodzie i gotować na na małym ogniu.Nie mieszać tylko ewentualnie delikatnie poruszać garnkiem. Po pewnym czasie syrop zaczyna się pienić i to jest moment, w którym zaczyna zmieniać barwę i tworzy się karmel.


zaraz zaczniemy rozmowę
słowa zasłonią
to co się stało
wcześniej
poza nami
bez wyjścia

jeszcze nie wiesz o tym

wyciągasz ręce
myślisz że jestem
w tym miejscu
gdzie mnie zostawiłaś

oglądasz się
odchodzisz
w ślepą ulicę

stoisz
nieruchoma niejasna
prawda dociera powoli
do twojego serca
nasze słowa stają się bezdomne

Tadeusz Różewicz „ Nie wypowiedziane”


sobota, 4 grudnia 2010

Zimowa sałatka owocowa.

Monotonia cichego życia pobudza umysł do twórczości.
Albert Einstein



Kolejna sobota, powtarzalność i brak pośpiechu rano.
Taka codzienna monotonia, której kiedyś unikałam, teraz daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Lubię rytuały. Powtarzalność.  Cieszę się tym, co ma nastąpić ale staram się już nie oczekiwać. 
Dzisiaj utonęłam w subtelnościach codzienności. Po tygodniu jak w kołowrotku.
Wieczorem szukam jeszcze ukojenia w ciepłych aromatach jedzenia.
Zjeść coś lekkiego. Szybko. Okryć się i myśleć... 

Zimowa sałatka owocowa
(4 porcje)
2 jabłka
2 gruszki
250ml wody
torebka mięty
3 łyżeczki cukru
łyżeczka cynamonu
Wodę zagotować i wrzucić do niej miętę, przykryć i pozostawić na 3-4 min. Torebkę z herbatą wyjąć.
Jabłka i gruszki dokładnie umyć i pokroić na kawałki. Dodać do mięty razem z cukrem i ½ łyżeczki cynamonu. Podgrzewać na bardzo małym ogniu 10 min.Owoce przełożyć do salaterek, dolać powstały sok i posypać cynamonem. Podawać na ciepło.


poniedziałek, 29 listopada 2010

Ciasto orzechowe z gruszkami i gram masala

Nic pożądańszego a nic trudniejszego na ziemi, jak prawdziwa rozmowa.
Adam Mickiewicz


Bla, bla, bla.... Codziennie każdy wyrzuca tysiące słów. Rzucamy pewne hasła jakby w przelocie
co słychać
jak dzieci
posprzątaj po sobie 
wyrzuć śmieci
Czasem konwersujemy o sprawach błahych i banalnych uważając by nie powiedzieć nic istotnego. Komunikujemy o pewnych sprawach  nie czekając na odpowiedź. Zagłuszamy własny niepokój. Uważamy, że podtrzymujemy kontakty z drugim człowiekiem, niestety, najczęściej to tylko pozory kontaktu. Czujemy znudzenie, rozdrażnienie, irytację.
Czasem zaciekle dyskutujemy, wyłapujemy słabe strony przeciwnika.Bo traktujemy rozmówcę jak przeciwnika. Często lekceważymy, ośmieszamy, krytykujemy, oceniamy. Rywalizujemy i za wszelką cenę chcemy pokazać, że druga strona jest w błędzie.
A ja chcę rozmów prawdziwych, porozumienia się ludzi autentycznie słuchających z ludźmi autentycznie mówiącymi. Takich cudownych  fragmentów naszego czasu, po których czujemy się  mądrzejsi, pełniejsi, rozumiani. Lepsi niż w chwili, gdy rozmowę rozpoczynaliśmy. Bez podnoszenia głosu wycieczek personalnych. Rozmów, w których istotą jest poszukiwanie zrozumienia drugiej osoby i zacieśnienie więzi. Takich dobrych rozmów, które zachęcają by dokładnie przyjrzeć się swoim przekonaniom. Może nawet nieco je odświeżyć, wzbogacić o nowe elementy. Bez wygranych czy przegranych, bez krytyki.
Wiem... potrzebne są banalne konwersacje, potrzebne są dyskusje i ścieranie przekonań. Jednak czy w dzisiejszym świecie, pędzącym, smsowym, w świecie, w którym dążymy do władzy i sukcesu  nie zaczyna brakować prawdziwych, autentycznych rozmów, zrozumienia ...
Rozmawiajmy.

Ojejku!
Chłód się rozprzestrzenia,  nie pozostawia już złudzeń, a ja mam niesamowitą ochotę na ciasta aromatyczne, pachnące różnymi przyprawami 
Ciasto orzechowe z gruszkami i gram masala
3 żółtka
1 jajo
200 g cukru
300 ml jogurtu
100 g masła orzechowego
50 g masła ( bardzo miękkiego)
400 g mąki
2 łyżeczki proszku
cukier wanilinowy

1 kg gruszek
sok z cytryny
łyżeczka startej skórki cytrynowej
¼ łyżeczki gran masala
½ łyżeczki cynamonu
2 łyżki pokrojonych fistaszków

3 białka
50 g cukru
3 łyżki pokrojonych fistaszków

Prostokątną blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia.
Żółtka i jedno jajo utrzeć z cukrem oraz masłem i masłem orzechowym. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i cukrem waniliowym. Dodawać do utartego masła na przemian z jogurtem. Ciasto wyłożyć do blaszki.
Gruszki podzielić na ćwiartki, usunąć gniazda nasienne i pokroić na plasterki wymieszać z przyprawami, ułożyć na cieście. Posypać pokrojonymi fistaszkami. Białka ubić z cukrem na sztywną pianę, rozłożyć na gruszkach, posypać fistaszkami. Piec ok 40 min w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.



wtorek, 23 listopada 2010

Ciasteczka owsiane bez pieczenia.

Ludzie są nierozsądni, 
nielogiczni i zajęci sobą, 
kochaj ich mimo to
Matka Teresa z Kalkuty


Ludzie są nierozsądni, 
nielogiczni i zajęci sobą, 
KOCHAJ ICH MIMO TO.

Jeśli uczynisz coś dobrego,
zarzucą ci egoizm i ukryte intencje, 
CZYŃ DOBRO MIMO TO. 

Jeśli ci się coś uda,
zyskasz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów.
STARAJ SIĘ MIMO TO. 

Dobro, które czynisz,
jutro zostanie zapomniane.
CZYŃ DOBRO MIMO TO. 

Uczciwość i otwartość
wystawią cię na ciosy.
BĄDŹ MIMO TO UCZCIWY I OTWARTY. 

To, co zbudowałeś wysiłkiem wielu lat, 
może przez jedną noc lec w gruzach.
BUDUJ MIMO TO. 

Twoja pomoc jest naprawdę potrzebna, 
ale kiedy będziesz pomagał ludziom,
oni mogą cię zaatakować.
POMAGAJ IM MIMO TO. 

Daj światu z siebie wszystko,
a wybiją ci zęby.
MIMO TO DAJ ŚWIATU Z SIEBIE WSZYSTKO.
Matka Teresa z Kalkuty

Pozdrawiam serdecznie i polecam ;-)
Ciasteczka owsiane bez pieczenia.
200 g płatków owsianych
łyżka orzechów laskowych
łyżka migdałów
łyżka ziarna sezamu
2  łyżki ziaren słonecznika
łyżeczka oleju
łyżeczka masła
łyżka cukru brązowego
3 łyżki miodu
łyżeczka cynamonu
szczypta imbiru
szczypta soli
100 g suszonej żurawiny 
Orzechy przypiec na suchej patelni następnie pocierając w dłoniach, usunąć łuski i pokroić na połówki. Posiekane migdały, słonecznik, sezam również przypiec. Olej i masło stopić na patelni, wsypać płatki. Przypiekać stale mieszając, aż płatki staną się chrupkie. Dodać ziarna, orzechy, cukier, przyprawy  i miód, żurawinę. Mieszać by wszystkie składniki dobrze się połączyły. Pozostawić do zastygnięcia masy, następnie przy pomocy łyżeczki formować kuleczki i układać w papilotkach. Doskonałe ze szklanką mleka lub kakao.


sobota, 20 listopada 2010

Naleśniki drożdżowe z miodem i orzechami.

Nie trać czasu na krytykowanie innych, ganienie ich dzieł; 
pracuj nad swoim, poświęcaj mu wszystkie godziny. 
Reszta to czcza gadanina albo wymysł. 
Trzymaj się tego, co w tobie prawdziwe albo nawet „wieczne”. 
Emil Cioran


Nieletni Smakosze o poranku
(2 dziewczynki i chłopiec)

„ - Ej, tu pająk wisi
  - Aaa...!!! - straszny krzyk – to dziewczynki. 
  - Zabij go!
  - Podstaw kartkę, przetnij nić
  - Nie! Ucieknie, weź dwa papcie!
 Słychać trzask, krzyk ... cisza.
  - Wisi.
  - Zabity?
  - Weź nożyczki i przetnij nić.
  - Ej! On spadł na łóżko. Proszę Cię zabierz go stąd. 
  - Zaraz, zaraz... rusza się
  - Aaa... !!! - znów słychać rozdzierający krzyk
  - Zabij go!
Trzask !!! - znowu cisza
  - Coś Ty zrobił, będzie plama.
  - Dobra zaraz go pozbieram na kartkę, pokażę mamie.”

O nie...
Po takim porannym bohaterstwie polecam to, co chyba każdy smakosz lubi najbardziej, ten mały i duży... 

Naleśniki drożdżowe z miodem i orzechami.
( ok. 12 sztuk)
2 szkl mąki 
2 szkl mleka ( letniego)
3 jaja
30 g drożdży
2 łyżki cukru
3 łyżki oleju
starta skórka z cytryny
Drożdże rozetrzeć z cukrem, dodać 3 łyżki mleka i pozostawić na kilka minut. Po tym czasie połączyć z resztą składników. Ciasto powinno być dosyć lejące. Przykryć ściereczką i pozostawić na ok 1 h. W tym czasie ciasto zdecydowanie podrośnie. 

Nadzienie
150 g orzechów laskowych
10 łyżek miodu
2 łyżki cytryny
( w wersji dla dorosłych polecam brandy lub rum ;-)
Orzechy przypiec na suchej patelni następnie pocierając w dłoniach, usunąć łuski i posiekać. Miód podgrzać w rondlu, dodać sok z cytryny i orzechy.
Naleśniki upiec na nagrzanej patelni lekko natłuszczonej olejem ok 1 min. z każdej strony. Są bardzo „koronkowe” im dłużej ciasto rośnie tym bardziej.
Ciepłe naleśniki smarować masą orzechową. zawijać i podawać.





środa, 17 listopada 2010

Caffè mocha z kardamonem.

Bliski przyjaciel, czy to nie właściwe określenie dla kogoś, kto już przestał być bliski?
Éric-Emmanuel Schmitt „Tektonika  uczuć”


Filiżanka, bardzo stara. Czasem zastanawiam się kto ma więcej lat. Ja czy ona. Książka, nowa. Jeszcze pachnie farbą drukarską. Wieczór, cisza. Zbiór liter, który pochłania się jednym tchem. Ludzkie uczucia, które po raz kolejny okazują się  bardzo złożone. 
Obecnemu stanowi naszych uczuć wciąż zagraża promieniotwórcza siła podświadomości – plastycznej, ruchliwej , w stanie nieustannego wrzenia. Wystarczy, że lekko drgnie jedno uczucie a już wszystko zaczyna się trząść i przemieszczać, następują kolejne zmiany i katastrofy”*
Miłość, która nie oczekuje  wzajemności, nie liczy ofiar, płacze, cierpi a przebacza, odepchnięta, zaniedbana, poniżona  wraca. Ja znam jedną taką miłość, jest to miłość  macierzyńska . Czasem ludzie kochają , jednak uprawiają jakąś dziwną grę, nie ujawniając swoich szczerych zamiarów, planów. Natomiast wszystko cokolwiek zrobimy pociąga za sobą konsekwencje. Wypowiedziane słowa i te nie wypowiedziane, podjęte działania i te zaniedbane. Czasu cofnąć się nie da.

*”Tektonika uczuć”
Érica-Emmanuela Schmitta
w nowym zbiorze opowiadań autora 
Historie miłosne”
Wydawnictwo Znak
Kraków 2010


Caffè mocha  z kardamonem
( porcja dla jednej osoby)
50 ml espresso 
100 ml mleka 3,2%
4 kostki czekolady gorzkiej min 60 %
ziarenko kardamonu lub szczypta mielonego

Mleko, połamaną czekoladę oraz kardamon umieścić w niewielkim garnuszku i delikatnie podgrzewać, do rozpuszczenia się czekolady. Starać się by mleka nie zagotować. Wyjąć ziarenko kardamonu i zmiksować mleko z czekoladą blenderem do całkowitego połączenia.  Do ogrzanej filiżanki wlać espresso następnie mleko z czekoladą. Ja najbardziej lubię wersję wytrawną bez dodatku cukru ale oczywiście jeśli  ktoś potrzebuje można doprawić odrobiną;-)  Udekorować pianką z mleka i posypać ostrożnie tartą czekoladą. Mmmm... pyszne.


sobota, 13 listopada 2010

Zarzutka.

Czasem jasność pojawia się dopiero na szarym końcu.
W Grzeszczyk


„Biada temu, kto przestawał w życiu dostrzegać cel, sens i jakąkolwiek wartość, ponieważ zarazem automatycznie zakładał, że nie ma już po co żyć. Nie mijało wiele czasu, a taki człowiek był już całkiem stracony. Sami musieliśmy się uczyć, a następnie przekazywać zrozpaczonym towarzyszom, że nie liczy się to, czego oczekujemy od życia, ale czego życie oczekuje od nas. Musieliśmy przestać zadawać pytania o sens naszej egzystencji, a w zamian nauczyć się myśleć o sobie jako ludziach poddawanych przez życie – w każdej godzinie dnia- nieustannemu egzaminowi. Chcąc go zdać, należało porzucić czczą gadaninę oraz rozmyślania na rzecz podejmowania właściwych działań i właściwego postępowania. Ostatecznie życie sprowadza się do wzięcia na siebie odpowiedzialności za znalezienie właściwego rozwiązania problemów i zadań, jakie stawia ono przed każdym z nas. Zadania te, a co za tym idzie, również sens życia są różne dla różnych ludzi i sytuacji. Niemożliwością jest zatem podanie ogólnej definicji sensu życia. Żaden człowiek i żaden ludzki los nie może być porównywany z innym człowiekiem i innym losem. Każda sytuacja jest niepowtarzalna i każda wymaga innej reakcji.”
Viktor E. Frankl - Człowiek w poszukiwaniu sensu
A jednak...
Swoiste déjà vu, już widziane, przeżywane, w jakiejś nieokreślonej przeszłości. Przecież to niemożliwe.
Czasem mam wrażenie, że życie zatacza krąg. Fika koziołki, być może tracimy na chwilę jego sens, po czym nieoczekiwanie wraca na to samo  miejsce. Historie, które przeżywałam   dawno temu  powracają ale inaczej.  Już kiedyś, gdzieś mi się to zdarzyło, już kiedyś to robiłam i czułam. Tyle tylko, że obecnie odczuwam to inaczej, mocniej i bardziej  świadomie. Może nie odrobiłam zadania, nie nauczyłam się tego czego powinnam. Mam drugą szansę? Każdy napotkany przez nas człowiek jest "po coś" nam dany, też czegoś nas uczy,  tylko nie zawsze potrafimy to dostrzec i wyciągnąć z tego wnioski.
Mam wrażenie, że wszystko się powtarza niezmiennie od lat. Choć to czasem zaskakuje;-)

Zapraszam na talerz ciepłej zupy, domowej, staropolskiej. Takiej zwykłej.

Zarzutka czyli kapuśniak.
200 g żeberek
200 g wędzonych kości schabowych
marchewka
pietruszka
kawałek pora
kawałek selera
4 – 5 ziemniaków
cebula
łyżka masła
ząbek czosnku
500 g kiszonej kapusty
liść laurowy 
2 ziarenka ziela angielskiego
¼ łyżeczki kminku
sól, pieprz, majeranek.

Kapustę pokroić, przełożyć do garnka i zalać wrzątkiem. Dodać 1 liść laurowy,  ziarenka ziela angielskiego oraz kminku. Gotować na niewielkim ogniu, aż do miękkości. 
W drugim garnku ugotować rosół. Żeberka i kości zalać wodą, dodać obraną włoszczyznę, odrobinę soli ( ilość soli jest zależna od tego jak słone są kości). Na 10 min. przed końcem gotowania dodać pokrojone ziemniaki.
Przelać kapustę z wywarem do rosołu i dodać pokrojoną w kostkę i podsmażoną na jednej łyżeczce masła cebulę (powinna być przyrumieniona). Najważniejsze, to dobrze doprawić solą, pieprzem, majerankiem. Mięso pokroić na cząstki i dodać do zupy. Można posypać pietruszką. 



wtorek, 9 listopada 2010

Torcik morelowy.

Rzadko myślimy o tym, co mamy, lecz zawsze o tym, czego nam brak.
A. Schopenhauer


Żył kiedyś pewien znany mędrzec, który mieszkał na szczycie góry w Himalajach. Zmęczony ludźmi wybrał proste życie i spędzał większość czasu, medytując.   Jego sława sięgała tak daleko, że różni ludzie gotowi byli iść wąskimi ścieżkami, wspinać się na strome góry i przepływać rzeki, by spotkać się ze świętym człowiekiem, który, jak niosła wieść, potrafił rozwiązać każdy kłopot. Mędrzec, którego wypełniało współczucie, dawał rady tu i tam, ale starał się spławiać niechcianych odwiedzających. Mimo to zjawiali się oni w dużych grupach. Raz dziennie do jego drzwi pukał tłum. Ludzie mówili, że w miejscowych gazetach ukazały się wspaniałe historie na jego temat. Wszyscy byli pewni, że mędrzec wie, jak pokonać trudności, które zaistniały w ich życiu.   Mędrzec nic nie powiedział, poprosił ludzi, by usiedli i poczekali. Minęły trzy dni i pojawiło się jeszcze więcej ludzi. Kiedy nie było już miejsca dla nikogo więcej, mędrzec zwrócił się do ludzi, którzy stali przed jego drzwiami.
 - Dziś dam odpowiedź wszystkim, którzy tego pragną. Ale, jeśli chcecie, bym rozwiązał wasze problemy, musicie mi coś obiecać: nie mówcie nowym pielgrzymom, że tu zamieszkałem. 
Mężczyźni i kobiety złożyli świętą przysięgę. Obiecali, że, jeśli mędrzec spełni ich prośbę, nie pozwolą, by nowi pielgrzymi wspięli się na górę.
 - Opowiedzcie mi o swoich problemach – powiedział mędrzec.   
Ktoś zaczął mówić, ale wkrótce przerwali mu inni. Ludzie wiedzieli, że to ostatnie spotkanie ze świętym mędrcem i bali się, że mędrzec nie zdąży  ich wszystkich wysłuchać. Kilka minut później zrobiło się zamieszanie. Ludzie przekrzykiwali się nawzajem, niektórzy płakali, mężczyźni i kobiety darli sobie włosy z głowy w desperacji, ponieważ hałas zagłuszał wszystko. Mędrzec pozwolił, by ta sytuacja trwała jeszcze trochę, a potem krzyknął:
 - Cisza!
Tłum natychmiast ucichł.
 - Zapiszcie swoje problemy na kartkach i połóżcie je przede mną – powiedział.   
Kiedy obecni skończyli, mędrzec wymieszał wszystkie kartki w koszu, a potem powiedział:
 - Podawajcie sobie ten kosz. Każdy z was weźmie kartkę i przeczyta to, co jest na niej napisane. Wtedy zdecydujecie, czy chcecie zatrzymać swoje problemy, czy też zająć się tymi, które dostaliście.     
Każda z osób wyciągnęła kartkę, przeczytała ją i poczuła przerażenie. Ludzie doszli do wniosku, że ich problemy, nawet, jeśli wydawały się straszne, nie były aż tak poważne jak zmartwienia sąsiadów. Dwie godziny później wymienili między sobą kartki. Każdy z obecnych schował do kieszeni  kartkę ze swoimi problemami z uczuciem ulgi, że jego zmartwienie nie jest jednak tak ciężkie, jak myślał. Ludzie zeszli z góry, wdzięczni za tę lekcję. Każdy z nich czuł się teraz szczęśliwszy i zamierzał dotrzymać złożonej obietnicy: nie pozwoli, by ktokolwiek zakłócił spokój świętego mędrca. 
P. Coelho „ Problemy innych ludzi”

Usłyszałam:
 - odpuść sobie, nie oczekuj.
Zabrałam  swoją karteczkę, wróciłam ....
Zrobiłam torcik ;-) 

Torcik morelowy.
(zainspirowany przepisem Marry Berry „Desery”)
Ciasto
120 g zmielonych migdałów
260 g mąki
200 g cukru
175 g masła
1 jajo
3 łyżki kakao
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka skórki startej z cytryny
szczypta soli

Nadzienie
300 g suszonych moreli
250 ml soku pomarańczowego
1 łyżka cukru
Morele włożyć do rondla, zalać sokiem, wsypać cukier i podgrzewać ok 30 min. Morele powinny zmięknąć i prawie całkowicie wsiąknąć sok. Przestudzić i zmiksować na jednolitą masę. 
Składniki na ciasto umieścić w misce i dokładnie połączyć jak kruche ciasto. Połową ciasta wylepić dno i boki okrągłej foremki do pieczenia o średnicy 24 cm. Na ciasto wyłożyć masę morelową. Resztę ciasta rozwałkować i pokroić na paski o szerokości 1 cm. Ułożyć w kratkę na masie morelowej. Piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni ok. 30 min. Po upieczeniu oprószyć cukrem pudrem.