poniedziałek, 30 listopada 2009

Bułki ciabatta i masło ziołowe

Nie możesz być silniejszy od przeznaczenia.

Eurypides



Biga jest to typ zaczynu używany do tradycyjnego włoskiego pieczywa. 

Chleb na niej wypieczony jest lżejszy, z większymi otworami i ma bardziej wilgotny miękisz. W niektórych regionach Włoch, biga nazywana jest "la madre" czyli  "matka", biga jest matką chleba.

Klasycznym włoskim pieczywem wypieczonym a bazie biga jest ciabatta. Po włosku ciabatta znaczy „kapeć". Jest to włoski biały chleb zrobiony z białej mąki, wody i drożdży. Często jest pieczony w formie małych bułeczek.Nie należy ich zbyt dokładnie formować.Najlepiej kroić nożem na nieregularne kawałki. Im brzydsze i mniej foremne przed, tym lepiej wyglądają po upieczeniu


Biga

1/2 szklanki wody

10 g drożdży 

szklanka mąki pszennej

Wszystkie składniki wymieszać  łyżką. Przykryć folią lub ściereczką i odstawić na    9-17 h.

Następnie dodać:

2 szklanki wody

20 g drożdży 

4,5 szklanki mąki pszennej

1,5 łyżeczki soli

Wszystkie składniki wyrobić - najłatwiej przy pomocy miksera  ale można również łyżką.Ciasto jest dosyć rzadkie ale  elastyczne i sprężyste.

Po wyrobieniu, ciasto przykryć ściereczką i zostawiamy na 3-4 godziny do fermentacji.

Po tym czasie ciasto wyłożyc na blat mocno posypany mąką, obtoczyć jeszcze w mące , uformować prostokat i ostrym nożem podzielić na kawałki. Przełożyć na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Pozostawić jeszcze na ok. 30 min.

Piec w gorącym piekarniku – 230 stopni ok. 15 – 20 min.

Bardzo dobrze smakuje z masłem ziołowym.

Masło ziołowe

Kostka masła

kilka kropel cytryny

oregano, bazylia 

ząbek czosnku

łyżka posiekanego koperku

łyżka posiekanej natki pietruszki

łyżka posiekanego szczypiorku

sól i pieprz do smaku

Masło utrzeć, dodać resztę składników, dokladnie połączyć. Przełożyć do miseczki lub uformować wałek, zawinąć w folię, przechowywać w lodówce.


niedziela, 29 listopada 2009

chleb z musli i bakaliami

Nigdy się nie „ma” zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. „Darzy się” zaufaniem.

Eric – Emmanuel Schmitt



Zaufanie jest emocją okazywaną ludziom. Jest to przekonanie, że motywacje działań innych wobec nas są uczciwe. Zaufaniem obdarowujemy osobę, której wierzymy, że będzie doradzać nam dobrze, myśląc o nas, a nie tylko o sobie.

Od najwcześniejszych lat dzieciństwa, każdy z nas tworzy swój własny styl zachowania w stosunku do siebie i innych osób. W tym również zaufania. Małe dzieci mają absolutne zaufanie w stosunku do innych osób, dopóki to zaufanie nie zostanie zachwiane lub zawiedzione.

Wiele sytuacji  przyczynia się do tego, że stajemy się nieufni. Od najprostszych sytuacji, kiedy brakuje wsparcia i pomocy, poprzez bezpodstawną krytykę , niedotrzymanie obietnic, kłamstwo. Otoczenie, w którym przebywamy w sposób istotny wpływa na to, czy potrafimy zaufać.

Kiedy człowiek, którego obdarzyliśmy bezgranicznym zaufaniem zmienia swoje zachowanie, nie dotrzyma obietnicy, zaczynamy się wahać. Szczególnie wtedy gdy coś podobnego już nam się przytrafiło. Jeżeli zaistnieje sytuacja , która w przeszłości bardzo nas zabolała... stajemy się nieufni. Jest to taka samoobrona.

Decydując się na przyjaźń, na miłość, związek decydujemy się na otwarcie przed drugą osobą, oddajemy komuś swoje myśli, tym samym – odkrywamy się i jesteśmy bardziej wrażliwi na zranienie. 

Jeżeli zablokujemy się, nie pozwolimy sobie na bliskie kontakty z innymi  to, wprawdzie zagwarantujemy  sobie, że nie zostaniemy zranieni i zawiedzeni, ale zablokujemy sobie możliwość przeżycia wielu przyjemnych doznań i doświadczeń. 

Człowiek, który nie potrafi zaufać albo traci zaufanie, waha się – boi się po prostu – odrzucenia. Odrzucenia czy to psychicznego 

( braku zainteresowania, ignorowania) czy też fizycznego po prostu odejścia drugiej osoby. Odrzucenie powoduje stratę, stratę drugiego człowieka , poczucia przynależności, wiary w wartość samego siebie. 


Wiem. Powinniśmy pamiętać, że cokolwiek zdarzy się w związku – nasze „ja” przetrwa. Nie powinniśmy obawiać się straty, odrzucenia– ponieważ tak naprawdę nic nie tracimy. My istniejemy, jesteśmy nawet wtedy, kiedy związek przestaje istnieć.

No cóż, czasem jednak wszystkie mądrości książkowe są nic niewarte

Zaufania można się nauczyć, trzeba wyłączyć na chwilę „racjonalne” myślenie i zacząć myśleć sercem. Nic nie dzieje się z dnia na dzień, ale warto nad sobą pracować.



Porządków część druga i ...

chleb z musli i bakaliami 


200 ml wody z jogurtem naturalnym (pół na pół)

210 g mąki pszennej

40 g mąki żytniej

25 g drożdży ( rozmieszane w 2 łyżkach wody)

1 łyżeczka soli

2 łyżki oleju

15 g miodu

80 g musli

3 suszone morele

3 suszone śliwki

3 orzechy włoskie ( wszystko pokrojone)

łyżkę ziaren słonecznika



Wszystkie składniki dokładnie wymieszać w misce mikserem lub łyżką. Ciasto  jest  dosyć lepkie i geste. Miskę przykryć  folią spożywczą lub ściereczką  i odstawić do wyrastania na minimum 30 min. Następnie włożyć go do małej keksówki .

Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania 30-40 minut. Powinno wyraźnie podrosnąć.

Piekarnik nagrzać do 200 stopni.

Wstawić chleb do naparowanego piekarnika i piec ok. 30-40 minut.


czwartek, 26 listopada 2009

Bakaliowiec i porządki w szufladzie.

[...] nawet z pozoru najdziwaczniejsza, najskromniejsza pasja jest czymś bardzo, ale to bardzo cennym.

S. King „ Miasteczko Salem”



Dzisiaj nie będzie poważnego tematu, bardzo ambitnego wpisu. Chyba ostatnio trochę przesadziłam. Każdy z nas ma dużo spraw, kłopotów i zmartwień. Bardzo chciałabym, by to o czym piszę było przynajmniej czasami odskocznią od codzienności. Chciałabym żeby to co piszę pozwalało inaczej spojrzeć na świat. Z perspektywy prostej, może trochę zapomnianej dzisiaj. Chciałabym zarazić optymizmem i zachęcić do szukania uroczych chwil w codzienności, do zauważania wschodów i zachodów słońca, pięknych chmur i słońca nawet wtedy gdy jest za tymi chmurami. Chciałabym żeby się znowu chciało...

Dzisiaj pośmieję się trochę z siebie. 

Byłam na badaniach okresowych czyli tak zwanym przeglądzie technicznym swojej własnej osoby. Lekarz pośród wielu pytań zadał jedno:

 - Czy ma Pani nałogi?

Zawahałam się ;-) Gdzie leży granica pomiędzy hobby, pasją,  zainteresowaniem a uzależnieniem.

W niedzielę rano już obudziłam się z myślą, że upiekę szarlotkę. Poczłapałam do kuchni, włączyłam piekarnik, otworzyłam szafkę wyjęłam mąkę...

piekarnik nie działa. Przekręciłam jeszcze raz ... nic. Poczułam panikę. Mój piekarnik nie działa!!! dopiero po chwili zauważyłam, że był nie zaprogramowany, w nocy musiała być przerwa w dostawie prądu. Ustawiłam , włączyłam, ZADZIAŁAŁ.

O uzależnieniu mówi się wtedy gdy ludzie czuja się zmuszeni do angażowania  się w ryzykowne, "wymykające się spod kontroli" zachowania, które wpływają destrukcyjnie nie tylko na zdrowie osoby uzależnionej, ale również na kontakty społeczne. Przecież ja nikomu nie szkodzę, przynajmniej nikt się nie przyznał do sensacji żołądkowych po konsumpcji moich wyrobów :-D.  Z relacji społecznych z bliskimi się nie wycofuję, bardzo często piekę razem z moimi dziećmi albo dla moich najbliższych . A jeżeli inni bliscy też mają swoje „ hobby” nałogi - za dużo siedzą przed komputerem, za dużo pracują czy rozmawiają przez telefon, zdobywają kolejne umiejętności, chodzą na kurs pilotów samolotowych... (niepotrzebne skreślić,  dodać swoje propozycje). 

Ja piekę i spędzam czas w kuchni bo lubię. Lubię sprawiać ludziom przyjemność. Lubie mieć szuflady wypełnione mąką, cukrem waniliowym, bakaliami. Tak żeby niczego nie zabrakło i żeby zawsze można było wyczarować coś dobrego. Lubię kiedy moje włosy pachną wanilią lub świeżo upieczonym chlebem. Lubie jak dom żyje.

Może nie jest jeszcze ze mną tak źle?

I kto to mówi  - ha, ha, ha.


Dzisiaj robiłam porządki w moich szufladach i powstał...

Bakaliowiec


ok. 75 dkg dowolnych bakalii (użyłam mieszanki keksowej, moreli, daktyli, śliwek, orzechów włoskich, skórki pomarańczowej)

2 jajka

50 g miękkiego masła + 1 łyżka cukru

2 łyżki rumu ( moja babcia dodawała spirytusu lub octu)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

125 g mąki pszennej 

3 łyżki miodu 


Piekarnik nagrzać do 180 stopni.

Prostokątną keksówkę o długości 30 cm, wysmarować masłem, wysypać tartą bułką.

Bakalie pokroić drobno.

Mąkę wymieszać z proszkiem, wsypać do bakalii i dokładnie wymieszać. Bakalie muszą być obtoczone w mące.

Masło utrzeć z cukrem, dodawać po jednym jajku. Dodać do bakalii razem z rumem. Dokładnie wymieszać łyżką. Ciasto jest bardzo gęste, są to właściwie bakalie lekko pokryte ciastem.

Przełożyć do przygotowanej formy, wyrównać łyżką wierzch i piec ok.1 h. .

Wystudzić w ciepłym piekarniku.

Kroić po całkowitym ostudzeniu, najlepiej następnego dnia. Ciasto bardzo długo zachowuje świeżość. Smakuje jak batonik musli.



środa, 25 listopada 2009

Paszteciki czy ruskie pierogi?

Nie obiecuję ci wiele...

Bo tyle prawie co nic...

Najwyżej wiosenną zieleń...

I pogodne dni...

Najwyżej uśmiech na twarzy...

I dłoń w potrzebie...

Nie obiecuję ci wiele...

Bo tylko po prostu siebie.

Bolesław Leśmian



Już  pisałam o miłości tutaj, o tym że miłość to nie tylko uczucie ale postawa, wybór, intymność, współodczuwanie, troska. Ta sama wrażliwość.  

Jednak po kilku dniach zamyślenia potrzebuję jeszcze coś napisać.

Miłość to stan, w którym szczęście drugiej osoby staje się ważniejsze od naszego. To zdolność do poświęceń. To troska nie tylko o swoje potrzeby ale i o potrzeby drugiej osoby. A co jeżeli potrzeby moje są w konflikcie z potrzebami kochanej osoby. Miłość nie karze wybierać i losować, nie zastanawia się, które potrzeby są ważniejsze. Myślę, że jeżeli ktoś pyta czy to możliwe, czy można tak kochać – to jeszcze nie kochał. I nie można czuć się ograniczonym, zniewolonym bo ten kto prawdziwie kocha i jest kochany czuje się wyjątkowo wolny i spokojny i zmienia się na całe życie. Można mieć różne zainteresowania ale podobne priorytety.

Miłość pisze się „dawać”, nie pół na pół tylko 100%, jeżeli chcesz stworzyć szczęśliwy związek musisz być gotowy dawać, dawać dokładnie to co  chcesz otrzymywać i jeszcze więcej.  

No cóż wszystko możemy zdobyć, kupić ale miłości drugiego człowieka nie. 

Człowiek kocha albo nie kocha, i żadna siła na świecie nie ma na to wpływu. Możemy udawać, że nie kochamy. Możemy oszukiwać się,  że kochamy, przywyknąć do drugiej osoby. Możemy przeżyć całe życie w przyjaźni i wzajemnym zrozumieniu, założyć rodzinę, a mimo to czuć wokół żałosną pustkę, wiedzieć, że czegoś ważnego brakuje.


Myślę,że warto jeszcze wspomnieć o tęsknocie,odczuwaniu specyficznego bólu w czasie oddzielenia.

Dwa scenariusze:

1. Liczysz dni do spotkania kiedy spotykacie się godziny dni mijają, kiedy rozstajecie się czujesz jakbyś zostawiał kawałek siebie.

2. Liczysz dni do spotkania ,kiedy spotykacie się jeden dzień mija fantastycznie, drugi, następnego nie masz nic przeciwko rozstaniu – potrzebujesz oddechu, potrzebujesz przerwy. 

Nieobecność  wskazuje na  miłość bardziej niż wielu ludzi sobie to uświadamia.

Zbyt idealne? Nie, to jest możliwe. 


Jak ugotować miłość?

Łatwo znaleźć składniki miłości, ale wszystko zależy od tego, jak się je miesza. Potrzeba ogromnej pracy. Po pierwsze, trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem własnych słabości i egoizmu. Potrzeba wielkiego serca, mimo że tak łatwo jest po prostu być małym człowiekiem w tak wielu sytuacjach... Czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu tę iskrę bierze za płomień, który - jak uważają - będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele ognia i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko, każdego dnia.

Tylko jest jeden problem... potrzebna jest druga osoba, która podobnie myśli, podobnie odczuwa, której się chce, nie zgadza się na codzienność, chwyta każdą uroczą chwilę...




Jak zrobić paszteciki?


Ciasto:

400 g mąki

200 g masła

2 łyżki śmietany

1/2 łyżeczki soli

1 jajko

Wszystkie składniki posiekać nożem i dokładnie połączyć. 

Farsz:

200 g fety

300 g ugotowanych ziemniaków

1 cebula dymka, drobno posiekana, razem z częścią zieloną

2 łyżki oliwy z oliwek lub masła

Można dodać rozmaryn oraz pieprz do smaku. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.


Ciasto rozwałkować, wykrawać koła o średnicy ok. 10 – 12 cm. i wypełniać farszem. Jest to bardzo kruche ciasto więc może trochę pękać. Paszteciki układać na blaszce pokrytej papierem do pieczenia i smarować jajkiem rozmieszanym z 2 łyżkami mleka. Piec w gorącym piekarniku do zrumienienia.

Smakują dobrze na ciepło i na zimno. Podane z barszczem mogą być daniem obiadowym.


niedziela, 22 listopada 2009

Leniwa niedziela i zupa serowa

Cirrusy w pamięci niepamięci...



W zaciszu chowam się sama przed własnymi myślami

By odnaleźć się już nie ta sama, by przeżyć

Przeżyć całą radość i ... cały smutek

Nie przeżyty smutek i tak mnie kiedyś dopadnie

Nie robić niczego na siłę? A jeśli...

Dźwigam kobiece ręce pełne bezgranicznej mocy chcenia

Kiedyś byłam tego taka pewna

Dzisiaj jestem nie tam gdzie jestem, nie tam.

Samotność niesamotna, cirrusy w pamięci

W książkach szukam siebie, już nigdy nie tej samej

Czy można się nauczyć żyć od nowa?

W zaciszu chowam się sama przed własnymi myślami

Żeby nauczyć się o sobie.


I znów bez lęku rzucam się w nurt życia

Dojrzała ciałem i duchem bardziej świadoma

Pewna niepewności nieustannie poszukująca

Spragniona ciepła i okruchów czułości

Jednak czasem...

W zaciszu chowam się przed własnymi myślami.




Zupa serowa z torebki?

może jednak nie...


0,75 l wody

3 serki topione "złoty ementaler "( 300 g)

zioła prowansalskie

sól pieprz do smaku

Wodę zagotować, dodać serki i dokładnie rozpuścić. Przyprawić do smaku, dodać zioła prowansalskie. Już na talerzu posypać grzankami.


grzanki

Dwie bułki pokroić w kostkę dodać łyżkę masła i podsmażyć na patelni lub w piekarniku.


sobota, 21 listopada 2009

Szarlotka czyli apple pie.

Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu Piękna, nie znajdziemy go nigdzie, jeżeli nie nosimy go w sobie...

R. W. Emerson


Poprzez wrażliwość wyrażamy nasz kontakt z nami samymi, jak i otaczającą nas rzeczywistością. Nasze emocje i uczucia są dla nas ważne, ważne są uczucia innych, jak również piękno otaczających nas rzeczy.  Wrażliwość to umiejętność obserwacji wszystkimi zmysłami. Jeżeli nasze zmysły są bardziej wyczulone, dostarczają nam więcej informacji o otaczającym świecie i komunikują nieraz głębiej ukryte potrzeby własnego organizmu, wrażliwość rozwija w nas kolejne pokłady ciekawości i zrozumienia. Wrażliwość ma też swoje drugie oblicze. Pozbawia człowieka „grubej skóry" i umożliwia łatwe zranienie. Wrażliwość nie pozwala nam przejść spokojnie obok niektórych zdarzeń i okoliczności, zaprząta głowę dylematami, co za tym idzie , ma wielki wpływ na tworzenie emocji zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Większość emocji pozytywnych ma bardzo pozytywny wpływ na nas i nasz rozwój jednak emocje negatywne są często destrukcyjne.

Patrząc na to w ten sposób  mamy więc dwa wybory: być niewrażliwym ― uboższym, ale pozbawionym dylematów i cierpienia, przez co bardziej pasującym do wymagań współczesnego życia, lub być wrażliwym ― ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jaki wybór...

Zanim wybierzemy wspomnę jeszcze o pracy nad sobą, nad spokojem ducha.

Posiadając harmonię wrażliwości i spokoju, potrafimy na wszystko patrzeć z odpowiednim dystansem, prawidłowo rozpoznawać uczucia, wzmacniać pozytywne. Czyli najpierw należy emocje zauważać i świadomie nazywać „dobre" lub „złe". Później ― starać się aktywnie eliminować te „złe", a wspierać swoimi myślami „dobre". Myśleć pozytywnie ;-). Początkowo może to być bardzo niezgrabne , jednak po krótkim czasie  staje się  całkowicie naturalne.

Wymaga to chęci i czasu poświęconego na rozwój wewnętrzny,  Jest to związane  z  wysiłkiem, ale warto! 

Oczywiście człowiek nie jest maszyną i czasem zdarzają się emocje, z którymi trudno sobie poradzić...

Wybieram wrażliwość ale... ze spokojem ducha , kontrolowaną, nafaszerowaną pozytywnym myśleniem, filtrowaną jak kawa. 

A co do kawy?

Szarlotka a może jabłecznik?

Odpowiedź jest prosta... jabłecznik będzie miał jabłka starte, szarlotka tylko pokrojone... niestety obecnie nazwy są stosowane wymiennie, więc chyba to bez znaczenia :)

Ja jednak robię szarlotkę.



Składniki na ciasto:

( składniki na prostokątną blaszkę jeżeli robię w tortownicy to z 1/3 porcji)

250 g masła

500 g mąki( najlepiej pół  pszenna z krupczatką)

150 g cukru

szczypta soli

3 żółtka


Piana:

3 białka

100 g cukru

2 łyżki mąki ziemniaczanej


Nadzienie

ok. 5 jabłek 

łyżeczka cynamonu

cukier wanilinowy

sok z 1/2 cytryny


Piekarnik nagrzać do temperatury ok 200 stopni.

Składniki na ciasto szybko połączyć mikserem lub siekając nożem. 1/3 część ciasta odłożyć resztą wyłożyć dno formy do pieczenia i podpiec w piekarniku ok 10 min.

W tym czasie jabłka obrać i  pokroić na plasterki wymieszać w misce z cynamonem, wanilią i sokiem z cytryny.

Białka ubić, dodać cukier i jeszcze chwilę ubijać na koniec dodać mąkę ziemniaczaną.

Na podpieczone ciasto wyłożyć jabłka później piankę i pokruszyć resztę ciasta. Można posypać płatkami migdałowymi.



czwartek, 19 listopada 2009

Magdalenki, mufinki, babeczki

Ludzie są bezbronni wobec losu, są ofiarami czasu. I własnych uczuć.

― John Irving



Wiatr robi dzisiaj porządki. Przegania liście z miejsca na miejsce jakby nie potrafił się zdecydować gdzie jest najlepiej. Zrzucił ostatnie dwa jabłka z jabłoni, pozwalały mi myśleć, że do zimy jeszcze daleko. Łobuz! Czas upływa...

Umyłam okna, myślałam, że będzie jaśniej. Nie jest...

Upiekłam Magdalenki


Magdalenki - jest to przepis podstawowy, można dodawać bakalie lub czekoladę.

300 g  mąki

150 g jasnego brązowego cukru( może być biały)

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki soli

2/3  szklanki mleka

100 g masła, roztopionego 

2 jajka

1 cukier waniliowy

Z jednej porcji  wychodzi 12 sztuk.

Dodatki nr 1

tabliczka (100 g) białej czekolady, drobno posiekanej

100 g płatków migdałowych

Dodatki nr 2

tabliczka deserowej czekolady, drobno posiekanej

100 g orzechów włoskich


Mąkę, cukier, sól, proszek wymieszać w misce.

Masło roztopić, dodać mleko i jajka wymieszać i dokładnie połączyć z resztą składników.  Do ciasta wmieszać dodatki nr 1 lub nr 2. Nakładać do foremek i piec w 200 stopniach ok. 20 min.



Jeszcze chwila zatrzymania ;-)


wtorek, 17 listopada 2009

Dzisiaj banalnie czyli chleb powszedni.

Czasem człowiek ma dzień powszedni od święta.




Lubię jak w domu pachnie. Nie sztucznymi zapachami, płynącymi z dziwnych urządzeń tylko wanilią, bakaliami ... no i oczywiście chlebem. Zapach w domu to życie, domowa atmosfera i ciepło. Chciałabym, żeby moje dzieci to pamiętały.


Uwielbiam wypróbowywać nowe przepisy albo ulepszać, poprawiać te już sprawdzone. Jednak mam takie, które są sprawdzone i pozostają ze mną na dłużej.

Takie, które piekłam wiele razy, które mogę robić z zamkniętymi oczami, wtedy gdy jestem zmęczona, nie chce mi się myśleć :-), szukać przepisów, ryzykować porażki.


Jednym z nich jest przepis na chleb pszenno – żytni , powszedni.

Polecam ten chleb wszystkim, którzy rozpoczynają swoją karierę „domowego piekarza”. Zawsze wychodzi, miąższ ma bardzo sprężysty i równomiernie rozłożone dziurki


Chleb pszenno-żytni na zakwasie 


110g grubo mielonej razowej mąki żytniej

115 g drobno mielonej mąki żytniej

550 ml letniej wody

100 g aktywnego zakwasu żytniego *

60 g jogurtu naturalnego


560 g mąki pszennej 

2 łyżeczki suszonych drożdży

2  łyżeczki soli

1 łyżeczka nasion kminku (opcjonalnie)


Mąki żytnie mieszamy z wodą, jogurtem i zakwasem  i zostawiamy  na 1 godz. Dodajemy mąkę pszenną, sól, drożdże i przyprawy, wyrabiamy  i pozostawiamy na ok 2 h .


Ciasto dzielę na pół i wkładam do dwóch keksówek ok 24 cm., aż podwoją objętość (zwykle zajmuje to ok. 30-40 min). W tym czasie nagrzewam piekarnik do 220ºC, Chleby można naciąć i przenieść do piekarnika, do którego chwilę wcześniej na dno wstawiam miskę z gorącą wodą. Piec ok. 50 min.


*Zakwas przed pieczeniem należy „nakarmić”, żeby miał siłę pracować. Trzeba wyjąć go z lodówki, pozostawić na chwilę żeby ochłonął i dodać do niego mąki i wody w takiej samej ilości ( ja dodaję zawsze ok. 2/3 szklanki mąki i tyle samo wody).Po kilku godzinach, gdy wyraźnie zacznie żyć( powiększy swoją objętość, "bąbelkuje") jest gotowy do pracy.

Porady praktyczne :-)

1 szklanka  = 250 ml = 16 łyżek = 150g

1 łyżka=3 łyżeczki = 15 ml

Przelicznik drożdży

2 łyżeczki suchych=7g suchych=2,5 dkg świeżych


niedziela, 15 listopada 2009

Sezamowiec

Uszczęśliwianie innych jest marzeniem ludzi szczęśliwych.

P. Bosmans

Pewna kobieta uwielbiała dawać, pomagać, czuła się naprawdę szczęśliwa gdy uszczęśliwiała innych. Najbardziej lubiła uszczęśliwiać tych, których kochała. Myślała, była przekonana, że tak ma być. Czego oczekiwała w zamian? Niewiele, ciepłego gestu, uśmiechu, ciepłego słowa no może trochę miłości.

Dawała, była szczęśliwa – co otrzymywała? Niewiele. Ciepłego gestu właściwie zabrakło, uśmiech czasem się pojawiał, miłość...

Sama się z sytuacją uporać nie mogła, więc zapytała o przyczynę

Ale przecież nie musisz tego robić, nie proszę Cię.

-    ......

***

Mijały lata, przyzwyczaiła się. Myślała, była przekonana, że tak ma być. Dawała innym, dawała trochę inaczej. Już właściwie nie oczekiwała. 


Tak bym chciała żeby znów jej się chciało.


No cóż, gdzie jest granica dawania, gdzie jest granica brania.

Niby oczywistą sprawą jest, że w relacji dawania z braniem jedna strona więcej inwestuje, tylko czy jest możliwa harmonia doskonała w takim stanie? Myślę, że z powodzeniem można powiedzieć, że nie ma. Poprzez nieustanne dawanie i branie możliwa jest wymiana między ludźmi, ale tylko wtedy, kiedy obie strony dają i biorą w miarę równym stopniu, bo ostateczna równowaga jest praktycznie niemożliwa, ale skrajnie zaburzona równowaga i dysproporcje wywołują konflikt, związki międzyludzkie ulegają destrukcji. Jeżeli jeden z partnerów zdecydowanie więcej inwestuje niż drugi, to wynikają w takiej sytuacji napięcia lub wycofanie się, rezygnacje jednego.

To tak jak na huśtawce na której po jednej stronie siedzi ten kto daje a po drugiej ten, który bierze. Przecież nikt nie lubi być długo na dole lub tylko na górze:-) Sami huśtać się nie możemy  bo któż by był przeciwwagą.

Można by też powiedzieć -  no cóż chcesz to daj nie chcesz nie dawaj. Jeżeli dajesz nie wypominaj, nie oczekuj, że ktoś się odwdzięczy jeżeli się odwdzięczy będziesz mile zaskoczony. Ale człowiek jest tylko człowiekiem i nie jest doskonały, nawet wtedy gdy naprawdę ma dobre serce.


Co na podwieczorek?

Sezamowiec z chałwą

( wymaga pracy;-)

2,5 szkl. mąki

20 dkg masła

¾ szkl. cukru pudru

łyżeczka proszku do pieczenia

cukier wanilinowy

5 żółtek

Z podanych składników zagnieść ciasto i podzielić na dwie części. Rozwałkować na papierze do pieczenia przyciętym do wielkości formy.

Pierwszy placek:

5 dkg masła

2 łyżki miodu

łyżeczka cukru pudru

20 dkg ziarna sezamowego

Wszystkie składniki chwilę smażymy w garnku i wykładamy na pierwszą część rozwałkowanego ciasta. Pieczemy na złoty kolor

Drugi placek:

5 białek

szkl. cukru

10 dkg kokosu

powidła

Ubić pianę, dodać cukier, dodać kokos. Drugą część rozwałkowanego ciasta posmarować powidłami i masą z białek, upiec na złoty kolor.

Krem:

20 dkg masła

20 dkg chałwy

Zmiksować masło z chałwą.

Kremem przełożyć placki. Można polać czekoladą lub posypać cukrem.

Moje ulubione kwiaty

 z pozdrowieniami dla wszystkich,

 którzy czytają i mnie wspierają.

sobota, 14 listopada 2009

Smak i zapach domowego chleba.


Praca jest wynikiem konieczności zewnętrznej. Twórczość jest wynikiem konieczności wewnętrznej. Przed każdym człowiekiem stoi wybór - tworzyć czy tylko pracować.

Bolesław Piasecki


Chciałam podać liczbę ale już nie potrafię doliczyć ile upiekłam bochenków chleba. Od 21 września nie kupuję pieczywa. Początki były trudne, były i takie momenty, w których po wyciągnięciu ciężkiego, pękniętego gniota stwierdzałam  

- koniec, jutro idę do piekarni!

Są tacy, którzy czekają ile jeszcze wytrzymam i cały czas się dziwią, że mi się chce ale nie rozumieją, że to przyjemność, to wewnętrzna potrzeba.

Już o tym pisałam tutaj ale warto powtórzyć, że najważniejszym czynnikiem w chlebowej twórczości jest czas. Czyli to czego nam w życiu najbardziej brakuje ;) Nie chodzi o to, że pieczenie chleba jest czasochłonne. Czas dla domowego piekarza liczy się troszeczkę inaczej - tu dosypuje, tam wymiesza i jeszcze przez chwilę zagniecie, a pomiędzy tymi czynnościami ćwiczy cierpliwość - tylko czeka i patrzy na ciasto.

Nie, nie - oczywiście żartuję, przecież nikt nie ma czasu, żeby cały czas patrzeć jak rośnie ciasto. No może na początku tak było, jak  rozpoczynałam swoja chlebową przygodę i  drżałam, że się nie uda, nie urośnie. Teraz w miarę nabierania doświadczenia, pieczenie chleba dzieje się jakoś mimochodem i staje się nieodzowną częścią życia. Ja robię to czasem  automatycznie, szczególnie gdy piekę według znanej już receptury. 

Cierpliwość i czas szczególnie popłaca, chlebowe ciasto  nie wybaczy nam pośpiechu, poganiania.

I to jest właśnie niesamowite, że w dzisiejszym świecie, w którym wszystko ( prawie wszystko;-) można kupić, przyspieszyć, zautomatyzować jest jeszcze domowy chleb, który potrzebuje cierpliwości, troski, czułości.


Proponuję dzisiaj chleb, który jest już moją wariacją na temat...


Chleb żytni z miodem lub cukrem trzcinowym muskovado


Wieczorem:

Miska nr 1:

60 g mąki żytniej razowej 

170 g mąki pszennej razowej 

1/2 łyżeczka soli

200 g maślanki


Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, przykryć ściereczką i odstawić na 10- 12 h najlepiej na noc w temp. pokojowej.

Miska nr 2:

70 g zakwasu żytniego

220 g mąki żytniej razowej (typ 2000)

200 g wody o temp. pokojowej (najlepiej źródlanej lub przefiltrowanej)

Postępować podobnie jak w przypadku pierwszej miski.

Rano:

Wymieszać składniki z obu misek, dodać:

60 g mąki żytniej razowej (np. typ 2000)

1 łyżeczka soli

2 i 1/4 łyżeczki drożdży instant

30 g ( 2 łyżki) miodu lub cukru

30 g masła bardzo miękkiego

Ja dodałam jeszcze słonecznik i sezam.


Wszystkie składniki połączyć, nie trzeba długo wyrabiać. Przykryć miskę  i odstawić do wyrastania na ok. 1 h.

Następnie  przełożyć do formy wysmarowanej olejem i wysypanej otrębami żytnimi.

Odstawić do wyrastania na ok. 1 godzinę - ciasto powinno wypełnić formę.

Piec w piekarniku nagrzanym do 220 st C.  Należy wstawić do piekarnika garnek lub miskę z wodą, żeby piekarnik był naparowany. Piec ok 50 min.


Najlepszy jak ostygnie, również następnego dnia.

Polecam!

Chciałam napisać dzisiaj o czymś innym ale zabrakło mi słów... może jutro.



czwartek, 12 listopada 2009

Pizza fromaggio

Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny.

Ernest  Hemingway " Komu bije dzwon"


Są takie myśli, takie troski, które trzeba czasem głośno wypowiedzieć, żeby przestały nas straszyć.Gnieżdżą się głęboko na dnie serca jak kamień i nijak nie można ich wyrzucić.

Jeżeli się je wypowie to przynajmniej jest szansa , że wszystko wróci na odpowiednie miejsce. 

Byłam wczoraj  w kinie a później na pizzy z Kimś, z kim można naprawdę szczerze pomówić. No i cóż Ameryki nie odkryję jeżeli powiem, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Wiem, że czasem tu zagląda – więc DZIĘKUJĘ.

O pizzy już pisałam ale myślę, że ile osób tyle przepisów. Ja mam ulubione dwa, jeden  już opisałam tutaj. Drugi, to przepis na ciasto bardzo cienkie i bardzo chrupiące, taka przekąska. Idealnie smakuje jako Margherita z oliwkami. Ja proponuję wersję fromaggio, dodałam cinque czyli pięć serów.


Pizza cinque fromàggio

Ciasto 

/1 pizza o średnicy 25 cm, rozciągam w rękach/

120 g mąki (ok. 3/4 szklanki)

10 g drożdży ( mogą być suszone, wtedy ok ½ łyżeczki)

1/4 łyżeczki cukru

1/2 łyżeczki soli

1/3 szklanki wody

2 łyżeczki oliwy + 1 łyżka do posmarowania ciasta


Drożdże rozpuszczam 

w wodzie, dodaję cukier i dokładnie mieszam z resztą składników. Wyrabiam chwilę rękami natłuszczonymi olejem. Zostawiam na ok 1h. Po tym czasie, rozciągam w palcach do wielkości formy.


Sos pomidorowy

2 łyżki przecieru pomidorowego

łyżka oliwy z oliwek ( może być olej)

oregano

Sosem smaruję pizzę, posypuję serami:

( myślę, że można dać ulubione sery lub te, które akurat mamy w lodówce)  

ja dodałam

50 g sera topionego złotego ementalera, pokrojonego 

50 g gorgonzoli ( może być Lazur)

łyżkę drobno startego Corregio

50 g goudy startej

50 g Lidzbarskiego z ziołami startego

Piec w bardzo gorącym piekarniku ok. 10 min. Po upieczeniu posypać oregano.

Ciasto wychodzi bardzo cienkie i chrupiące.

A smak... jeżeli ktoś jest smakoszem serów jak ja :-) POLECAM!


środa, 11 listopada 2009

potłuczone lustro

Szczęście to ta chwila co trwa 

Szczęście to piórko na dłoni 

Co zjawia się, gdy samo chce 

I gdy się za nim nie goni”

Anna Maria Jopek, "Na dłoni" 


Na początku tego roku potłukłam lustro, właściwie lusterko. Upadło w przedpokoju, rozbiło się na tysiące maleńkich kawałków. Nawet miałam problem żeby je wszystkie pozbierać. Ależ, przecież ja nie jestem przesądna. Chciałam je poskładać, posklejać, nic z tego...

 - o matko 7 lat !!!

Co to właściwie jest szczęście i nieszczęście?

Na pewno jest emocją , czymś niematerialnym, nieuchwytnym, czymś co  zależy przede wszystkim od tego co znajduje się w naszej duszy, od tego czy potrafimy się cieszyć naszym życiem.

Szczęście i nieszczęście dotyka nas nie wedle swych rozmiarów, ale wedle naszej wrażliwości.

Kiedyś usłyszałam, że ludziom dostępne jest tylko szczęście niedoskonałe, szczęście w nieszczęściu. Coś w tym jest, jak często musi się zdarzyć nieszczęście byśmy mogli zobaczyć szczęście, docenić to co mamy, cieszyć się drobnostkami.

Można się obawiać, że kto nie bierze pod uwagę tej elementarnej prawdy, ten ścigając to, co niemożliwe, gubi szansę bycia szczęśliwym

Szczęście to poczucie sensu. Przekonanie, że cokolwiek się dzieje, dzieje się po coś. Że z każdego zła może wyniknąć dobro.

Myślę, że wielu z nas miało okazję się przekonać, że ograniczenia, porażka, strata, choroba czy ból w takiej czy innej postaci to najlepszy mistrz. Uczymy się w ten sposób rozstawać z fałszywymi wyobrażeniami o sobie i z powierzchownymi, narzuconymi przez ego dążeniami i pragnieniami. Nabieramy dzięki temu głębi, pokory i współczucia. Stajemy się prawdziwsi.

Zaczynamy wtedy ogarniać świat. Widzimy rzeczy, obok których kiedyś przechodziliśmy.

Warto jeszcze wspomnieć, że szczęście i nieszczęście dotyka nas nie wedle swojej miary ale naszej wrażliwości.

Co to jest szczęście?

Jest to niczym innym jak indywidualnym przeświadczeniem, że wszystko jest w porządku. Szuranie w liściach, poranny promyk słońca, herbata z termosu wypita w parku, nawet milczenie z bliską osobą – to wszystko mogą być sytuacje, w których możesz odczuwać szczęście. Szczęście to drobne chwile, które trzeba łapać. Możesz je zauważać, lub traktować jako zwykłą codzienność. Jest dokładnie tak, jak myślisz że jest. A kiedy zaczniesz myśleć inaczej - będzie inaczej. Jak Ty będziesz patrzeć na te zjawiska zależy tylko i wyłącznie od Ciebie? 

Ja rozbiłam lustro i nie wiem czy to co mnie później spotkało to szczęście czy nieszczęście...



A co dzisiaj na obiad?

Liście

To jest właśnie moje małe szczęście , widzieć małe, wielkie rzeczy każdego dnia.

Jak byłam małą dziewczynką moja mama złościła się kiedy wchodziłam w wielkie kopce jesiennych liści. Teraz niemal każdego dnia szuram w liściach razem z moimi dziećmi. Oczywiście później mam wielki kopiec -  prania. Ale to nic nie szkodzi, moje dzieci są szczęśliwe.

Niestety liście z chrupiących i złocistych zmieniają się w brązowe i mokre. Park przestaje pachnieć słońcem, zaczyna mokrą ziemią. Ale to nic – spadnie śnieg , będzie można jeździć na nartach :-)

Patrz, oglądaj, zachwycaj się, zrób coś. Nie masz czasu ? Ja też nie mam:-)


A co dzisiaj na obiad?

Spaghetti z tuńczykiem

( Bardzo szybkie danie)


2 łyżki oleju

cebula

ząbek czosnku

2- 3 pomidory świeże lub pomidory z puszki

łyżka koncentratu pomidorowego

tuńczyk z puszki w dużych kawałkach w oleju

łyżka śmietany

sól, pieprz do smaku

starty żółty ser do posypania

bazylia, najlepiej świeża ( ewentualnie suszona)


Cebulę drobno posiekać wrzucić na rozgrzany olej, dodać rozgnieciony czosnek, pokrojone pomidory. Chwilę poddusić, dodać koncentrat, tuńczyka lekko odciśniętego z oleju, śmietanę. Doprawić do smaku, dodać zioła.

Sos wymieszać z ugotowanym makaronem, posypać serem, można również ozdobić bazylią.

Na deser proponuję piosenkę Anny Marii Jopek, "Na dłoni"